KODLK: kolej na Dolnym Śląsku

Komitet Obrony Dolnośląskich Linii Kolejowych

Uwaga pociąg!
KODLK - zdjęcie nr 1 KODLK - zdjęcie nr 2 KODLK - zdjęcie nr 3

UMWD chce przejąć nieczynne linie kolejowe - po raz n-ty...

Jak mawiał Albert Einstein, szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów. Pomysł Samorządu Województwa Dolnośląskiego, zamierzającego przejąć od PKP ponad 20 nieczynnych odcinków linii kolejowych w naszym regionie nie jest nowy - podobna uchwała Zarządu Województwa podejmowana były już w roku 2014, zaś w roku 2016 miała miejsce jej aktualizacja. Jakie są efekty obu tych inicjatyw, wszyscy niestety wiemy. Od wyremontowania linii nr 326 do Trzebnicy oraz 311 w stronę Harrachova mija już niemal dekada, a żaden nowy odcinek nie został przez UMWD przejęty, ani tym bardziej wyremontowany. Tory w Jerzmanicach Zdroju jak wisiały nad korytem Kaczawy, tak wiszą nadal, a karpackie parkingi przeżywają z roku na rok coraz większe oblężenie i jedynym połowicznym sukcesem w tej materii jest możliwość zakupienia łączonego biletu na pociąg KD i jeleniogówski PKS do Karpacza i Kowar. Nic nie wyszło nawet z reaktywacji 8-kilometrowego szlaku z Dzierżoniowa do Bielawy, o którym podobno p. v-ce marszałek województwa Jerzy Michalak wspominał samemu premierowi Morawieckiemu. Dlaczego więc cokolwiek miałoby się udać tym razem?

Trudno przypuszczać, by PKP PLK, mające w rychłej perspektywie start wieloletniego programu utrzymaniowego, nagle zaczęły ochoczo przekazywać na własność samorządów lokalne linie kolejowe, nawet jeżeli wskutek jego uruchomienia maksymalna prędkość na nich wciąż będzie wynosić 0km/h. Z drugiej strony, PKP PLK, nie przystępując do remontów wspomnianych linii ani też nie przekazując ich samorządom traci argument pt. program utrzymaniowy. Trudno też będzie o przyzwolenie na cichą i ostateczną śmierć linii z marszałkowskiej listy (acz trzeba zauważyć, iż część z nich fizycznie nie istnieje już od dawna), gdyż inicjatywa Urzędu Marszałkowskiego jest o tyle cenna, że przyciąga ona uwagę mediów i obywateli, szczególnie w przededniu wyborów samorządowych. Może więc właśnie o ów rozgłos chodzi? A może nieprzypadkowa zbieżność nazwisk panów Patryka Wilda (radnego woj. dolnośląskiego, jednego z inicjatorów uchwały) oraz jego brata Mikołaja (pełnomocnika ds. CPK) przyniesie rowziązania, jakich na dziś się nie domyślamy ani nie spodziewamy? Czas pokaże...

Zanim jednak uda się superlekkim pojazdem szynowym po nastu latach przerwy przejechać z Marciszowa do Strzegomia Miasto, z Kowar do Kamiennej Góry, Nowej Rudy do Radkowa bądź z Kobierzyc do Łagiewnik, wróćmy do kolejowej rzeczywistości, która ma miejsce tu i teraz. Inicjatywa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego jest niewątpliwie cenna choćby dlatego, że wspierają ją samorządowcy z regionu (m.in. burmistrz Karpacza Radosław Jęcek oraz sekretarz miasta Złotoryja Włodzimierz Bajoński). Trzeba jednak zauważyć, iż ten sam Urząd Marszałkowski wbrew swoim zapewnieniom postanowił nie uruchamiać obiecanych codziennych połączeń do Kamiennej Góry i Lubawki, mimo że stan linii kolejowej nr 298 oraz 299 uległ w ostatnim czasie znaczącej poprawie, a sprawa słynnego toru nr 4 w Sędzisławiu również doczekała się rozwiązania. UMWD również - jako jeden z dwóch w kraju - nie wypowiedział się jak dotąd w sprawie przystąpienia do wspólnego biletu, o którym wprawdzie nie wiemy zbyt wiele, ale który pasażerom raczej pomoże niż zaszkodzi i brak honorowania go może być potężnym strzałem w kolano w naszym regionie. Mając na względzie niedawne zaprzestanie honorowania wycieczkowych biletów PolRegio w pociągach KD oraz namiastki wspólnego biletu, czyli oferty Razem w Polskę można mieć obawy co do kierunku, w którym nasza dolnośląska kolej zmierza. Warto więc zastanowić się, czy ów pociąg - zanim dotrze z Lądka Zdroju do Góry Śląskiej - nie wykolei się znacznie szybciej, bo już 21 października, pozostawiając Zarząd naszego województwa na bocznym torze?